Czas Tomasza Frankowskiego!

Ostatnio dużo się mówi i pisze na temat tego znakomitego zawodnika. To świetnie, bo jest to piłkarz nietuzinkowy i ze wszech miar na to zasługujący. Dodatkowego smaczku nabrało strzelenie przez niego jedynej bramki w meczu Jagiellonia-Polonia (29.10.2010) i w rezultacie zwycięstwo zespołu z Białegostoku. Ale do tego wrócę jeszcze pod koniec.

Chciałbym, aby głównym motywem tego felietonu była gra Tomasza Frankowskiego – jego wyszkolenie, talent, osobowość. Nie znam go osobiście (wyłącznie z mediów), ale jest on dla mnie uosobieniem pewnego stylu, który pokazuje, że można grać pięknie: lekko, łatwo i przyjemnie, a co najważniejsze: skutecznie i niekoniecznie – jak mawiał wspaniały Jan Kobuszewski – ,,siłom i inteligencjom osobistom”. Zapewne nie jestem tu oryginalny, bo to samo stwierdza wielu obserwatorów i komentatorów piłkarskich.

Przy tej okazji nasuwa mi się dużo poważniejszy problem – selekcji, szkolenia i prowadzenia młodych piłkarzy w złożonym procesie ich rozwoju. Z moich skromnych obserwacji wynika, że trenerzy nie zawsze stawiają – szczególnie w drużynach młodzieżowych – na zawodników o słabszych warunkach fizycznych. A przecież wśród nich są ukryte prawdziwe perełki. Dla osiągnięcia doraźnych sukcesów w danym meczu lub sezonie rozgrywkowym wstawia się – poczynając już od trampkarzy – zawodników wyższych, silniejszych fizycznie, a nieraz i starszych. Wynik przesłania wszystko. Ale nie tylko wynik. Uważam, że także pewien stereotyp myślenia niektórych trenerów i działaczy: ,,bo nie wiadomo, co z niego wyrośnie, a ten wysoki to już daje sobie radę”. Nic bardziej mylnego! Z ,,początkowych maluchów” często wyrastają nawet wyżsi od ,,wstępnych wielkoludów”. Ale nawet jeśli nie staną się Goliatami, w seniorskiej piłce mogą być znakomitymi i skutecznymi technikami. Trzeba im tylko dawać szansę grania przez cały trudny okres młodzieńczego szkolenia.

Przykładów wspaniałych zawodników o skromnych warunkach fizycznych jest mnóstwo w światowej i rodzimej piłce, chociażby Maradona, Gerd Müller, Iniesta, Xabi Alonso, Garrincha czy niesamowity wręcz Messi. Nie ulega żadnej wątpliwości, że bez każdego z nich piłka nożna byłaby o wiele uboższa. W polskim futbolu również mamy pozytywne przykłady, by wymienić Zygfryda Szołtysika, Janusza Sybisa, Leszka Pisza, Mirosława Okońskiego czy wspomnianego Tomasza Frankowskiego.

Popularny niegdyś ,,Zyga” Szołtysik (164 cm) wraz z Włodzimierzem Lubańskim tworzyli niesamowicie skuteczną parę zawodników w Górniku Zabrze i Reprezentacji Polski. Potrafili rozklepać takie firmy, jak: Manchester United, Dynamo Kijów, A.S. Roma czy Dukla Praga. Podania ,,Zygi” otwierały drogę do bramki Lubańskiemu, a kiedy było trzeba, sam potrafił skutecznie uderzyć w najważniejszych momentach. Jego wspaniałe bramki w Pucharze Europy z Dynamem Kijów (w Kijowie), czy na Olimpiadzie w Niemczech dawały Polakom zwycięstwa.

Dziś takim zawodnikiem jest Tomasz Frankowski. Wspaniale ułożona noga przy prostym podbiciu, niesamowity spokój w sytuacjach strzeleckich w najważniejszych, nerwowych momentach – końcówkach meczów – i do tego ten talent – instynkt znalezienia się tam, gdzie trzeba. W eliminacjach do mundialu 2006 strzelił dla biało-czerwonych 7 ogromnie ważnych goli w siedmiu meczach dających praktycznie awans drużynie Janasa, który powoływał go pod silną presją mediów. Ale na MŚ do Niemiec go nie zabrał. Frankowski w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” powiedział: ,,Gdybym ja był trenerem, takiego świństwa swojemu najskuteczniejszemu piłkarzowi bym nie zrobił. Nigdy”.

Osobiście głęboko w to wierzę, bo Tomasz Frankowski to zupełnie inna osobowość piłkarska niż Paweł Janas. Mają całkowicie inne ,,parametry” fizyczne i psychiczne, inny styl gry, wyszkolenie techniczne, sprawnościowe i mentalność. Tomasz Frankowski – z tego, co mówią media – potrafi zachować dystans do siebie i otoczenia, służy doświadczeniem młodszym kolegom, jak również jest człowiekiem dowcipnym. Ostatnia ligowa bramka strzelona drużynie prowadzonej właśnie przez Janasa nabiera niezwykle symbolicznego wymiaru.

Panie Tomaszu, życzę Panu dużo radości ze strzelania kolejnych bramek oraz wszelkich sukcesów! Jeżeli Pan nas czyta, to mam do Pana specjalną prośbę, aby Pan sam wymienił w którymś z wywiadów – a może na naszej stronie, co byłoby wspaniałe – swoich pierwszych trenerów, którym serdecznie gratuluję wychowania takiego wyborowego strzelca!

Serdecznie wszystkich pozdrawiam,
Jerzy Smoliński.

Jedna odpowiedź do artykułu “Czas Tomasza Frankowskiego!”

Komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników strony. Stowarzyszenie S.O.S. dla Polskiej Piłki nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. - Zapoznaj się z regulaminem serwisu.

  1. KoniecPzpn.pl » Blog Archive » Tomasz Frankowski- napastnik, jakich mało pisze:

    [...] decydowały o tym, czy ktoś mógł trenować w juniorskich drużynach? Felieton znajdziecie pod tym linkiem. Autor: Qler Udostępnij  Dodaj na śledzik.pl | [...]

Zostaw komentarz

Popiera nas:
317320
osób
popieram was! Wypisz się z listy