Puste Stadiony!

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami pragnę krótko omówić to ważne według mnie zagadnienie. Dlaczego ważne? Choćby dlatego, że piłkarze grają dla kibiców, czyli dla pełnych trybun, czyli dla tak zwanych igrzysk. Kiedy i dlaczego tych kibiców stracono?
Przyczyn jest kilka:

- ustawianie meczów,
- istnienie, „grup trzymajacych władzę” wśród zawodników, sędziów, działaczy,
- burdy na trybunach,
- słaba infrastruktura stadionowa,
- kompletna indolencja w tej materii PZPN-u.

Nie trzeba długo tłumaczyć, że ustawiony mecz powodował wielką frustrację wśród wszystkich uczestników widowiska, a piłkarze, grając na pół gwizdka, markowali grę i nie podnosili swego poziomu sportowego. W drużynach szczebla centralnego (I,II,III, liga) tworzyły się grupy trzymające władzę wśród zawodników, którzy byli panami sytuacji. Imprezowali, balowali (po prostu pili), gdyż czuli się pewnie osiągnąwszy wcześniej odpowiedni poziom sportowy, a wiedzieli, że na zachód Europy i tak nie wyjadą, więc trzymając się razem, rządzili klubem. Od działaczy wyciągali wysoką kasę, zwalniali trenerów i „wychowywali” młodych zawodników, którzy szybko musieli się do nich dostosować, bo w przeciwnym razie mogli w ogóle nie zaistnieć (np. nawet nie powąchać wcale piłki na meczach).

W ustawionych meczach kasę brali sędziowie i zawodnicy wyłącznie z „grup trzymających władzę”. Nieraz bywało i śmieszno, i straszno, kiedy jedynie młody chłopak grał na poważnie i jeszcze strzelał bramki. Ale kibice, robieni w ten sposób w konia, odchodzili od piłki. Burdy na trybunach przyszły do nas swego czasu z Zachodu i trafiły na niezwykle podatny grunt, między innymi z powodu ograniczenia wolności w życiu publicznym. Jest to ogromnie złożony problem społeczny i na jego omawianie nie wystarczy miejsca w tym felietonie. Uważam jednak, że PZPN zupełnie nie podjął tego tematu poważnie, myśląc zapewne, że skoro to samo przyszło, to i samo pójdzie. Ale u nas przyczyny animozji pomiędzy klubami miały korzenie w peerelowskim systemie funkcjonowania sportu opartym między innymi na klubach milicyjnych i wojskowych (zabierały najlepszych zawodników innym) oraz na tak zwanych branżowych np. górniczych.

Kolejne zastępy prezesów przynoszonych w teczkach w ogóle nie sięgały swoimi zindoktrynowanymi mózgami w tę złożoną i groźną społecznie sytuację. Ze zdwojoną siłą problem wybuchł (również dosłownie) już po upadku PRL-u . Niestety, stary beton w PZPN pozostał i trzyma się dobrze do dnia dzisiejszego. (Szkoda za to, że tak mało czystego jest go w budowlach z tamtego okresu). Niechlubną rolę odegrała również policja (przedtem milicja). Jej działania były, według mnie, często całkowicie nieprofesjonalne. Przykładem mogą być jej akcje na dwóch dużych rozróbach, podczas których byłem na trybunach. Pierwsza miała miejsce na meczu Legia – GKS Katowice, druga to już słynna zadyma podczas derbów Warszawy: Polonia – Legia. W obydwu przypadkach interwencje stróżów prawa były fatalne, a w drugim wręcz katastrofalne. Najpierw trzech kilkunastoletnich chłopców, przebywających na dachu budynku gospodarczego, próbowano strącić stamtąd sikawkami policyjnych wozów, co wywołało groźbę upadku z dużej wysokości i przez to złość kilku tysięcy kibiców, a potem pluton zomowców wparował w środek trybuny z kibicami. Następstwa wszyscy znamy: wrogość pomiędzy stronami jedynie się pogłębiła.

Co charakterystyczne: później zawsze w TV ze strony policji wypowiadał się na ten temat elokwentny i nienagannie prezentujący się rzecznik , a nie dowódca oddziału na stadionie, który podejmował fatalne w skutkach decyzje. Koniec zawsze był ten sam: winni byli wyłącznie ci młodzi chłopcy. Podobne sytuacje powtarzały się niemal cyklicznie, aż po obu stronach doszło do ogromnej nienawiści. Tutaj chciałbym znowu zadać chyba retoryczne pytanie: gdzie byli wtedy specjaliści z PZPN-u? Czy pomagali policji rozmawiać z kibicami w gorących sytuacjach? Czy może zatrudnili w tym celu tak modnych dzisiaj psychologów, pedagogów i innych znawców problemu? Może nawet z innych krajów, jak choćby Wielka Brytania czy Stany Zjednoczone? Może oni pomogliby rozwiązać ten nabrzmiały problem i wzięliby nawet udział w rozmowach z młodzieżą? Przecież prezes Listkiewicz bywał non stop za granicą i mógł pomyśleć na ten temat , a prezes Lato podobno wydaje ogromne sumy na doradztwo prawne, więc może wysupłałby coś i na te sprawy? Czy władcy PZPN nie wiedzą, na jakim tle są animozje (delikatnie mówiąc) między, dajmy na to, kibicami Legii i Polonii, czy Cracovii i Wisły oraz innych klubów? Przypuszczam, że ich mózgi nie przyjmują tego w ogóle do wiadomości; nie pojmują, że gleba tej nienawiści została przygotowana za czasów, kiedy oni należeli do establishmentu tak zwanej „władzy ludowej”. I nadal tkwią tam głęboko korzeniami. Czas odejść, panowie!

Odpływ kibiców pogłębił również fatalny stan infrastruktury stadionowej: toalet, bufetów, brak zadaszenia itd. Gdyby nie EURO (niektórzy mówią, że to zasługa przede wszystkim Prezesa Piłkarskiej Federacji Ukrainy p. Surkisa), proces modernizacji naszej bazy byłby dużo wolniejszy.

To wszystko spowodowało odpływ kibiców, którzy mogliby przychodzić na mecze całymi rodzinami. Przy wypełnionych po brzegi trybunach piłkarze musieliby grać na pełnych obrotach przez 90 minut, co gwarantowałoby z meczu na mecz podnoszenie ich poziomu sportowego, a zawodnik nieprzygotowany kondycyjnie byłby widoczny jak na widelcu. Przy dużym dopingu kibiców zawodnik może dać z siebie o 20%, a nawet 30% więcej energii , a więc to ogromnie dużo w przeciągu całego sezonu i całej kariery. To prosty rachunek!
Pełne trybuny przyciągałyby również TV i sponsorów . Koło zamachowe byłoby w ruchu. Ale niestety, wyniszczający ,,piłkarski poker” trwa nadal! Beton nie kruszeje! Zgadnijcie, kto wygrywa?

Na koniec zainteresowanym chciałbym podać mój adres mailowy: jerzy19@vp.pl. Pozdrawiam serdecznie!

Jerzy Smoliński

Zostaw komentarz

Popiera nas:
317320
osób
popieram was! Wypisz się z listy