Jeden z najwybitniejszych piłkarzy w polskiej historii futbolu. Człowiek, który dzięki swojej znakomitej postawie podczas pamiętnego meczu na Wembley w 1973 roku, niczym Wojciech Fortuna po swoim skoku w Saporro zostanie zapamiętany po wszystkie czasy przez polskich kibiców. Tak w najkrótszy sposób można przedstawić sylwetkę oraz przebieg kariery piłkarskiej Jana Tomaszewskiego.
„The Man who Stopped England” to chyba jedyny członek z grona „Orłów Górskiego”, który dziś wzbudza tyle kontrowersji swoimi wypowiedziami na temat aktualnego stanu polskiej piłki oraz jego otoczki. Swoimi „zabójczymi”, a może wręcz „chamskimi” komentarzami powoduje mieszane odczucia wśród społeczności związanej z futbolem w naszym kraju. Wypowiedzi typu: „Jeżeli Smuda mówi, że wyniki go nie interesują, to on mnie również g… interesuje!” czy też znacznie krótsze i dosadne „Lato to prostak” wskazywane są przez jednych jako prosty i jakże trafny przekaz sytuacji polskiej reprezentacji przed Euro 2012, a z drugiej strony jako przekaz godny błazna, clowna jak to sam kiedyś został nazwany podczas swojej kariery piłkarskiej przez Briana Clougha.
Po każdym meczu naszej reprezentacji czy też kolejnym skandalu w PZPNie niemal tradycją stało się oczekiwanie na opinię Jana Tomaszewskiego na dany temat. Wypowiedzi często traktowane prześmiewczo, ale jednak coś w nich tkwi co powoduje, że z niezwykłą dbałością i ciekawością przysłuchujemy się tym opiniom. Od dłuższego czasu zastanawiam się w czym tkwi „fenomen” Jana Tomaszewskiego. W wielu przypadkach nie w sposób się z nim nie zgodzić. Ekspert życia futbolowego, świetnie znający jego realia, naprawdę świetna działalność
w „Przeglądzie Sportowym” i kiedyś na antenie Wizji Sport. Druga strona medalu wskazuje jednak wyraźnie na zarzut pasma porażek, które spotykają Jana Tomaszewskiego po zakończeniu swojej kariery. Bez sukcesów w roli trenera, szefa Komisji Etyki PZPN, wiecznie niezadowolony i impulsywny starszy pan. Swoistym paradoksem jest to, że wielu przeciwników najchętniej widziałoby go po drugiej stronie barykady np. w roli trenera polskiej reprezentacji, po to aby sam przekonał się jak trudne zadanie ma przed sobą Franciszek Smuda.
Czytając z kolei wypowiedź Jana Tomaszewskiego po porażce z Litwą można z łatwością doszukać się wskazówek, rad jakie proponuje polskiemu rządowi czy nawet szefom Telewizji Publicznej (więcej tutaj). Na pewno trudno rozgryźć takie, a nie inne zachowania pana Tomaszewskiego, jednak nie można negować jego dobrych intencji. Tak jak wielu polskich kibiców, nasz legendarny bramkarz, tak i ja jestem zbulwersowany tym co się dzieje przed tak ważnym turniejem jakim jest dla nas Euro 2012. Należy więc dziwić się wszechobecnemu zdenerwowaniu? Czy istnieje osoba, która poza samym Grzegorzem Lato nie ma ochoty nazwać go prostakiem? Zgodzę się również z tymi, którzy uważają, że Jan Tomaszewski jako legenda i człowiek medialny powinien zachowywać się w kulturalny sposób. Niestety nic w dalszym ciągu nie zmienia się wokół naszej piłki, więc chyba też trzeba spróbować nawet takich środków jakie proponuje pan Tomaszewski. Należy wyszukiwać w tym gąszczu gorzkich słów, przysłowiowych zdań-kluczy, które posiadają merytoryczną wartość.
Trybun ludowy czy jednak błazen? Na pewno osoba, która podobnie jak MY wszyscy czeka i walczy o lepszy futbol na naszym „podwórku”. Miejmy nadzieję, że to nie jest „walka z wiatrakami” i doczekamy takiego momentu, gdy nawet sam Jan Tomaszewski będzie zadowolony, a wówczas ton jego wypowiedzi będzie znacznie łagodniejszy.
Autor: Mateusz Pluskota



